Liriope podekscytowana wbiegła na
górę, przeskakując po dwa stopnie. Wpadła jak burza do pokoju i zatrzasnęła
drzwi, jednym ruchem zasunęła zasuwkę i usiadła na łóżku. Przez chwilę
wpatrywała się w kopertę, a potem rozerwała ją szybkim ruchem. Jej dłonie
drżały, kiedy wyciągała i rozkładała kartkę papieru. Szybko przeczytała
zawartość listu, a raczej ją pochłonęła. Oderwała wzrok od tekstu. Trudno było
to nazwać listem, była to raczej krótka notatka. Liri ponownie prześledziła zawartość kartki, ale nie znalazła w niej nic nowego, co mogłoby wyjaśnić tą dziwną
sytuację. Napisany czerwonym atramentem tekst brzmiał dokładnie tak:
Witaj, córko Elizy!
Wiem, że mnie nie
znasz. Pewnie nie wiesz nawet o moim istnieniu.
Widziałam Cię dzisiaj
w autobusie. Od razu Cię rozpoznałam.
Jesteś jej córką.
Jesteś identyczna. Nosisz jej pierścionek.
Domyślam się, że nie
wiesz, kim jesteś. Pokażę Ci.
Mamy więcej wspólnego, niż Ci się wydaje.
Dołączam wizytówkę
miejsca.
Spotkajmy się o 17:00.
Nina
PS Znałam Twoją matkę.
Rzeczywiście w kopercie znajdowała się także wizytówka.
W głowie Liriope kłębiły się steki pytań. Przecież doskonale
wiedziała, kim jest. Co to znaczy, że nie wie, kim jest? I co ta Nina chce jej
pokazać? Skąd niby znała jej matkę? I jak odnalazła jej miejsce zamieszkania?
No i jak niby może mieć coś wspólnego z obcą kobietą?
W tej chwili rozległo się głośne pukanie do drzwi. Liri
szybko wepchnęła list pod poduszkę i odsunęła zasuwkę.
- Jak zwykle się zamykasz! Nawet nie można do ciebie
normalnie wejść – zrzędziła Marlene, przeciskając się w drzwiach obok Liri,
która nie miała ochoty jej wpuścić – przesuń się, głupia! Przyszłam zabrać
brudne rzeczy do prania!
Narzekając pod nosem, zabrała kosz z brudną bielizną i
wyszła, trzaskając drzwiami.
Liriope znów wyciągnęła spod poduszki list i ponownie
zaczęła go czytać. Przyszło jej do głowy, że to jakiś głupi żart, ale przecież nikt
nie wiedział, że pierścionek, który Liri nosiła, należał do jej matki. Nawet
Lizzie i Vivien nie mogły tego wiedzieć. Eliza zostawiła go w szczelnie
zapakowanym pudełku, które dała ojcu, ale Liriope wiedziała, że Benjamin nie
zaglądał do środka, ponieważ prezent był oryginalnie zapakowany i zapieczętowany. Dopiero mała Liri złamała pieczęć, kiedy miała 13 lat.
Później pomyślała, że to może być podstęp, ale specjalnie
się tym nie przejęła. Jej życie i tak nie było jakieś szczególnie obfitujące w
przyjemności, więc porwanie mogłoby być całkiem niezłym przeżyciem. Nie
musiałaby oglądać Cyntii. Oczywiście nie myślała tak na poważnie, ale intuicja
podpowiadała jej, że powinna zaufać Ninie.
Nina była osobą, która znała jej matkę! Oto Liriope dostała
niepowtarzalną okazję, żeby dowiedzieć się czegoś o zmarłej mamie, a może nawet
dostać jej zdjęcie lub jakieś rzeczy osobiste. Dziewczyna wiedziała, że myśli
bardzo naiwnie, ale wiedziała też, że taka okazja więcej się nie powtórzy. Liriope była świadoma tego, że nie jest w stanie powstrzymać się przed pójściem na spotkanie.
Kiedy wykąpana i przebrana w piżamę leżała w łóżku,
myślała o Ninie. Zastanawiała się jak wygląda tajemnicza kobieta i skąd może
znać jej matkę. Długo nie mogła zasnąć nękana obawami związanymi z jutrzejszym
dniem.
*
Koło drugiej w nocy Liriope obudził dźwięk tłuczonego szkła.
Dziewczyna gwałtownie usiadła na łóżku. Przerażona wybiegła na korytarz.
Przy drzwiach frontowych stała Cyntia i gapiła się na
rozbity, kryształowy wazon matki. Po chwili otrząsnęła się i chwiejnym krokiem
ruszyła w stronę schodów. Kiedy w końcu udało jej się wdrapać na górę, minęła
Liri i ruszyła go łazienki, gdzie zwymiotowała głośno.
- Cyntusia znów wróciła pijana do domu – mruknęła pod nosem
Liriope i wróciła do sypialni.
*
Następnego dnia, kiedy Liriope kończyła jeść naleśniki z
dżemem, które Marlene zrobiła na śniadanie, Benjamin spojrzał na starszą córkę
znad gazety i odchrząknął. Liri zesztywniała, wiedziała, co to oznacza. Ojciec
zamierza jej coś powiedzieć. Z pewnością nie wróżyło to nic dobrego. Benjamin
odchrząknął ponownie, a Liriope zesztywniała jeszcze bardziej.
- Twoja matka – zaczął ojciec, mówiąc powoli i przeciągając
sylaby – ona też takie dostawała. Takie listy. Też były tak bezsensownie
adresowane i też pisane ręcznie i atramentem – ojciec prychnął z pogardą – miałem
nadzieję, że ty nie dostaniesz – tutaj zrobił dłuższą pauzę i po chwili dodał –
wróć przed kolacją.
Matka też takie dostawała. To wyjaśniało fakt, że Benjamin
nie spalił tego listu. Liriope była w szoku. „Wróć przed kolacją”? Co ojciec
wiedział? I dlaczego nie nawrzeszczał na nią od rana?
- Dobrze – powiedziała skołowana Liri i podniosła się z
miejsca.
W drodze na przystanek miała mętlik w głowie. Była tak
pochłonięta rozmyślaniami, że nawet nie pamiętała, kiedy znalazła się w szkole.
Trasę przystanek – szkoła pokonała automatycznie, nogi niosły ją same. Idąc do
szafki wpadła na Lizzie.
- No! Nareszcie! Gdzie byłaś? Za dwie minuty dzwonek – Liz
wyraźnie ulżyło na widok przyjaciółki – myślałam, że jesteś chora! Albo, że
Cyntia zamknęła cię w kiblu! Halo! Tu ziemia do Liri!
- Tak, tak – Liriope nie miała pojęcia, co przed chwilą Liz
powiedziała – muszę iść do szafki.
Liri zostawiła swoją przyjaciółkę na środku korytarza z
dziwną miną i odeszła.
Kiedy wyjmowała podręczniki z szafki, wszystkie książki wypadły na
ziemię. Dziewczyna jęknęła zrozpaczona i schyliła się, żeby je pozbierać. W tej
samej chwili zadzwonił dzwonek. Liriope pospiesznie zebrała porozwalane rzeczy. Klnąc pod nosem, ruszyła do klasy na lekcję francuskiego.
- Dzień dobry! Spóźniłam się na autobus. Przepraszam –
krzyknęła Liriope, wpadając do klasy.
- Bonjour mademoiselle Filorai – odpowiedziała uśmiechnięta
kobieta z ciemnymi włosami upiętymi w gładkiego koka – comment ca va?
- Merci, tout va bien – odpowiedziała Liriope i ruszyła w
stronę ławki.
Francuski minął raczej spokojnie, matematyka też była luźna,
na angielskim napisali sprawdzian, dwie historie wlekły się niemiłosiernie, ale
za to odwołano ostatnią lekcję.
Równo z dzwonkiem Liri pożegnała się z Lizzie. Przez chwilę
rozważała powiedzenie przyjaciółce, gdzie idzie, ale zrezygnowała z tego
pomysłu, to była sprawa jej i jej matki i nie chciała nikogo w to angażować.
Liri wyszła ze szkoły. Powitały ją radosne promienie słońca. Był pierwszy,
naprawdę ciepły dzień. Z uśmiechem na ustach dziewczyna ruszyła na przystanek.
Dotarcie na miejsce było trudniejsze niż myślała. Najpierw
jechała autobusem, a potem przesiadła się do tramwaju, przegapiła swój
przystanek i wysiadła dopiero na następnym. Już z chwilą zejścia ze schodków
tramwaju i postawienia stóp na ziemi poczuła, że to miejsce nie jest dobre.
Kiedy szła w kierunku, gdzie powinien znajdować się wskazany adres, mijała specyficznych
ludzi.
Pewien żul zaczepił ją i prosił o pieniądze, a kiedy
odmówiła, stał się natrętny, uratowała ją czarnoskóra kobieta, która musiała go
znać i kazała mu zostawić Liri w spokoju. Później zobaczyła staruszkę, która
była tak pomarszczona, że jej skóra przypominała korę drzewa, kiedy babcia
spojrzała jej w oczy, Liriope musiała powstrzymać się od krzyku. Kobieta miała
całkowicie białe oczy, bez tęczówek i źrenic. Z pewnością była niewidoma.
Przerażona dziewczyna przyspieszyła i zaczęła żałować, że postanowiła pójść na
spotkanie.
Po jakiś dwudziestu minutach zabłądziła i nie miała pojęcia,
gdzie jest, uratował ją GPS w komórce, którą łaskawie ofiarowała jej Cyntia,
kiedy ojciec kupił jej najnowszego iPhona.
Ostatecznie o godzinie 16: 57 zmęczona Liriope stanęła przed budynkiem, którego adres znalazła w kopercie.
Dziewczyna stała naprzeciwko obskurnego baru fast food. Z
wyblakłego szyldu szczerzyła się do niej różowa świnka, która musiała być
logiem rudery. Neonowy, miejscami przepalony i mrugający napis głosił dumnie:
„BAR CZERWONA ŚWINIA”.
- Czerwona świnia? – Powiedziała z niedowierzaniem Liriope i
jeszcze raz rzuciła okiem na szyld, ale widniejące na nim zwierze nie zmieniło
swojej barwy z różowej na czerwoną.
Liri westchnęła i złapała za klamkę. Przekroczyła próg, a dzwonek, który wisiał nad drzwiami obwieścił jej przybycie.
Mała notatka od autorki: Jest więcej komentarzy, co bardzo mnie cieszy! : ) Nie przestawajcie! : D
Będę też wdzięczna, kiedy polecicie mojego bloga swoim znajomym! : )
Jeśli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach to proszę, żeby napisał taką prośbę na adres: japonskiplomyczek@gmail.com
Skull.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz