środa, 19 grudnia 2012

III Czerwona Świnia cz. I


Liriope podekscytowana wbiegła na górę, przeskakując po dwa stopnie. Wpadła jak burza do pokoju i zatrzasnęła drzwi, jednym ruchem zasunęła zasuwkę i usiadła na łóżku. Przez chwilę wpatrywała się w kopertę, a potem rozerwała ją szybkim ruchem. Jej dłonie drżały, kiedy wyciągała i rozkładała kartkę papieru. Szybko przeczytała zawartość listu, a raczej ją pochłonęła. Oderwała wzrok od tekstu. Trudno było to nazwać listem, była to raczej krótka notatka. Liri ponownie prześledziła zawartość kartki, ale nie znalazła w niej nic nowego, co mogłoby wyjaśnić tą dziwną sytuację. Napisany czerwonym atramentem tekst brzmiał dokładnie tak:

Witaj, córko Elizy!

Wiem, że mnie nie znasz. Pewnie nie wiesz nawet o moim istnieniu.
Widziałam Cię dzisiaj w autobusie. Od razu Cię rozpoznałam.
Jesteś jej córką. Jesteś identyczna. Nosisz jej pierścionek.
Domyślam się, że nie wiesz, kim jesteś. Pokażę Ci.
Mamy więcej wspólnego, niż Ci się wydaje.
Dołączam wizytówkę miejsca.
Spotkajmy się o 17:00.

Nina

PS Znałam Twoją matkę.   


Rzeczywiście w kopercie znajdowała się także wizytówka.

W głowie Liriope kłębiły się steki pytań. Przecież doskonale wiedziała, kim jest. Co to znaczy, że nie wie, kim jest? I co ta Nina chce jej pokazać? Skąd niby znała jej matkę? I jak odnalazła jej miejsce zamieszkania? No i jak niby może mieć coś wspólnego z obcą kobietą?

W tej chwili rozległo się głośne pukanie do drzwi. Liri szybko wepchnęła list pod poduszkę i odsunęła zasuwkę.

- Jak zwykle się zamykasz! Nawet nie można do ciebie normalnie wejść – zrzędziła Marlene, przeciskając się w drzwiach obok Liri, która nie miała ochoty jej wpuścić – przesuń się, głupia! Przyszłam zabrać brudne rzeczy do prania!  

Narzekając pod nosem, zabrała kosz z brudną bielizną i wyszła, trzaskając drzwiami.

Liriope znów wyciągnęła spod poduszki list i ponownie zaczęła go czytać. Przyszło jej do głowy, że to jakiś głupi żart, ale przecież nikt nie wiedział, że pierścionek, który Liri nosiła, należał do jej matki. Nawet Lizzie i Vivien nie mogły tego wiedzieć. Eliza zostawiła go w szczelnie zapakowanym pudełku, które dała ojcu, ale Liriope wiedziała, że Benjamin nie zaglądał do środka, ponieważ prezent był oryginalnie zapakowany i zapieczętowany. Dopiero mała Liri złamała pieczęć, kiedy miała 13 lat.  

Później pomyślała, że to może być podstęp, ale specjalnie się tym nie przejęła. Jej życie i tak nie było jakieś szczególnie obfitujące w przyjemności, więc porwanie mogłoby być całkiem niezłym przeżyciem. Nie musiałaby oglądać Cyntii. Oczywiście nie myślała tak na poważnie, ale intuicja podpowiadała jej, że powinna zaufać Ninie.

Nina była osobą, która znała jej matkę! Oto Liriope dostała niepowtarzalną okazję, żeby dowiedzieć się czegoś o zmarłej mamie, a może nawet dostać jej zdjęcie lub jakieś rzeczy osobiste. Dziewczyna wiedziała, że myśli bardzo naiwnie, ale wiedziała też, że taka okazja więcej się nie powtórzy. Liriope była świadoma tego, że nie jest w stanie powstrzymać się przed pójściem na spotkanie.

Kiedy wykąpana i przebrana w piżamę leżała w łóżku, myślała o Ninie. Zastanawiała się jak wygląda tajemnicza kobieta i skąd może znać jej matkę. Długo nie mogła zasnąć nękana obawami związanymi z jutrzejszym dniem.
                                                                      
*

Koło drugiej w nocy Liriope obudził dźwięk tłuczonego szkła. Dziewczyna gwałtownie usiadła na łóżku. Przerażona wybiegła na korytarz.

Przy drzwiach frontowych stała Cyntia i gapiła się na rozbity, kryształowy wazon matki. Po chwili otrząsnęła się i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę schodów. Kiedy w końcu udało jej się wdrapać na górę, minęła Liri i ruszyła go łazienki, gdzie zwymiotowała głośno.

- Cyntusia znów wróciła pijana do domu – mruknęła pod nosem Liriope i wróciła do sypialni.

*

Następnego dnia, kiedy Liriope kończyła jeść naleśniki z dżemem, które Marlene zrobiła na śniadanie, Benjamin spojrzał na starszą córkę znad gazety i odchrząknął. Liri zesztywniała, wiedziała, co to oznacza. Ojciec zamierza jej coś powiedzieć. Z pewnością nie wróżyło to nic dobrego. Benjamin odchrząknął ponownie, a Liriope zesztywniała jeszcze bardziej.

- Twoja matka – zaczął ojciec, mówiąc powoli i przeciągając sylaby – ona też takie dostawała. Takie listy. Też były tak bezsensownie adresowane i też pisane ręcznie i atramentem – ojciec prychnął z pogardą – miałem nadzieję, że ty nie dostaniesz – tutaj zrobił dłuższą pauzę i po chwili dodał – wróć przed kolacją.

Matka też takie dostawała. To wyjaśniało fakt, że Benjamin nie spalił tego listu. Liriope była w szoku. „Wróć przed kolacją”? Co ojciec wiedział? I dlaczego nie nawrzeszczał na nią od rana?

- Dobrze – powiedziała skołowana Liri i podniosła się z miejsca.

W drodze na przystanek miała mętlik w głowie. Była tak pochłonięta rozmyślaniami, że nawet nie pamiętała, kiedy znalazła się w szkole. Trasę przystanek – szkoła pokonała automatycznie, nogi niosły ją same. Idąc do szafki wpadła na Lizzie.

- No! Nareszcie! Gdzie byłaś? Za dwie minuty dzwonek – Liz wyraźnie ulżyło na widok przyjaciółki – myślałam, że jesteś chora! Albo, że Cyntia zamknęła cię w kiblu! Halo! Tu ziemia do Liri!

- Tak, tak – Liriope nie miała pojęcia, co przed chwilą Liz powiedziała – muszę iść do szafki.

Liri zostawiła swoją przyjaciółkę na środku korytarza z dziwną miną i odeszła.
Kiedy wyjmowała podręczniki z szafki, wszystkie książki wypadły na ziemię. Dziewczyna jęknęła zrozpaczona i schyliła się, żeby je pozbierać. W tej samej chwili zadzwonił dzwonek. Liriope pospiesznie zebrała porozwalane rzeczy. Klnąc pod nosem, ruszyła do klasy na lekcję francuskiego.

- Dzień dobry! Spóźniłam się na autobus. Przepraszam – krzyknęła Liriope, wpadając do klasy.

- Bonjour mademoiselle Filorai – odpowiedziała uśmiechnięta kobieta z ciemnymi włosami upiętymi w gładkiego koka – comment ca va?

- Merci, tout va bien – odpowiedziała Liriope i ruszyła w stronę ławki.

Francuski minął raczej spokojnie, matematyka też była luźna, na angielskim napisali sprawdzian, dwie historie wlekły się niemiłosiernie, ale za to odwołano ostatnią lekcję.

Równo z dzwonkiem Liri pożegnała się z Lizzie. Przez chwilę rozważała powiedzenie przyjaciółce, gdzie idzie, ale zrezygnowała z tego pomysłu, to była sprawa jej i jej matki i nie chciała nikogo w to angażować. Liri wyszła ze szkoły. Powitały ją radosne promienie słońca. Był pierwszy, naprawdę ciepły dzień. Z uśmiechem na ustach dziewczyna ruszyła na przystanek.

Dotarcie na miejsce było trudniejsze niż myślała. Najpierw jechała autobusem, a potem przesiadła się do tramwaju, przegapiła swój przystanek i wysiadła dopiero na następnym. Już z chwilą zejścia ze schodków tramwaju i postawienia stóp na ziemi poczuła, że to miejsce nie jest dobre. Kiedy szła w kierunku, gdzie powinien znajdować się wskazany adres, mijała specyficznych ludzi.

Pewien żul zaczepił ją i prosił o pieniądze, a kiedy odmówiła, stał się natrętny, uratowała ją czarnoskóra kobieta, która musiała go znać i kazała mu zostawić Liri w spokoju. Później zobaczyła staruszkę, która była tak pomarszczona, że jej skóra przypominała korę drzewa, kiedy babcia spojrzała jej w oczy, Liriope musiała powstrzymać się od krzyku. Kobieta miała całkowicie białe oczy, bez tęczówek i źrenic. Z pewnością była niewidoma. Przerażona dziewczyna przyspieszyła i zaczęła żałować, że postanowiła pójść na spotkanie.

Po jakiś dwudziestu minutach zabłądziła i nie miała pojęcia, gdzie jest, uratował ją GPS w komórce, którą łaskawie ofiarowała jej Cyntia, kiedy ojciec kupił jej najnowszego iPhona.

Ostatecznie o godzinie 16: 57 zmęczona Liriope stanęła przed budynkiem, którego adres znalazła w kopercie.

Dziewczyna stała naprzeciwko obskurnego baru fast food. Z wyblakłego szyldu szczerzyła się do niej różowa świnka, która musiała być logiem rudery. Neonowy, miejscami przepalony i mrugający napis głosił dumnie: „BAR CZERWONA ŚWINIA”.

- Czerwona świnia? – Powiedziała z niedowierzaniem Liriope i jeszcze raz rzuciła okiem na szyld, ale widniejące na nim zwierze nie zmieniło swojej barwy z różowej na czerwoną.

Liri westchnęła i złapała za klamkę. Przekroczyła próg, a dzwonek, który wisiał nad drzwiami obwieścił jej przybycie. 


Mała notatka od autorki: Jest więcej komentarzy, co bardzo mnie cieszy! : ) Nie przestawajcie! : D 
Będę też wdzięczna, kiedy polecicie mojego bloga swoim znajomym! : )
Jeśli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach to proszę, żeby napisał taką prośbę na adres: japonskiplomyczek@gmail.com 

Skull.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz