Następnego dnia Liri obudziły wpadające przez okno promienie słońca. Znów ten sam sen. Biegnie przez las i goni ją istota w kapturze. Ale tym razem było inaczej, kiedy postać zdjęła kaptur Liriope ujrzała, że skrywa się pod nim Meduza. Stwór był bardzo podobny do tego, którego wczoraj widziała na parkingu. Ale zaraz... Widziała na parkingu? Przecież to też był sen. Co za bzdura! To nie mogło wydarzyć się naprawdę! Przecież Meduzy nie istnieją. No chyba, że takie w morzu, które parzą i są galaretowate.
W dobrym humorze, ciesząc się, że to wszystko okazało się tylko złym snem, Liriope wstała z łóżka i podeszła do szafy. Właśnie zakładała skórzaną ramoneskę i już miała wychodzić, kiedy spostrzegła, że na ziemi, obok kosza leży karteczka. Była to wizytówka, która została dołączona do listu od Niny. Rozzłoszczona dziewczyna wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami.
- Co ty wyprawiasz!? Musisz tak trzaskać!? Nieznośna dziewucha - powitał ją Benjamin, kiedy Liri wchodziła do kuchni.
- A jak Cyntia w środku nocy bije kryształy, to jest w porządku, prawda? - Spytała Liriope z drwiącym uśmiechem.
- Nic ci do tego jak zachowuje się twoja siostra - odburknął Benjamin znad gazety.
- Ona nie jest moją siostrą - warknęła Liri, rozsypując przy okazji płatki śniadaniowe na stół.
- Oczywiście, że jest! To twoja przyrodnia siostra i masz ją traktować z szacunkiem! - Krzyknął Ben, a jego twarz przybrała kolor dojrzałego buraka.
- Z szacunkiem?! Z SZACUNKIEM?! - Krzyknęła histerycznie Liriope - to JA jestem starsza! To ONA powinna mieć szacunek do MNIE! I to jej matka wdała się romans z żonaty facetem, to przez jej matkę moja nie żyje! - Liri gwałtownie odsunęła krzesło od stołu i wstała.
Wszystko stało się błyskawicznie. Benjamin podniósł się z miejsca, doskoczył do córki i rozwścieczony uderzył ją otwartą dłonią w twarz. Liri zatoczyła się do tyłu, trzymając pulsujący bóle policzek. Ale ojciec jeszcze nie skończył, podszedł do nie i uderzył ją pięścią w brzuch. Dziewczyna zgięła się w pó, a potem upadła na czworaka i zwymiotowała na kuchenną podłogę.
- Winę za śmierć Elizy ponosisz tylko i wyłącznie ty - wysyczał przez zaciśnięte zęby Ben i usiadł z powrotem do stołu.
Liri otarła usta wierzchem dłoni i łapiąc się blatu wstała.
- Gratuluję ci - powiedziała dziewczyna wychodząc z kuchni, a po chwili dodała drwiąco - tato.
Liriope zasznurowała glany i wyszła z domu trzaskając drzwiami. Najgłośniej jak umiała.
Dziewczyna szła szybkim krokiem, marzyła o tym, żeby znaleźć się jak najdalej od tego przeklętego domu. Kiedy zbliżała się do przystanku, zauważyła, że ktoś tam jest. Podeszła parę kroków bliżej i rozpoznała postać. Na plastikowej ławeczce siedziała Nina, miała na sobie czarne jeansy, luźna koszulę w kratkę i czarne conversy, w ustach trzymała zapalonego papierosa. Kobieta pomachała do Liri, a ta zaklęła szpetnie pod nosem.
- Nie ładnie - powiedziała Nina, kiedy Liriope usiadła koło niej.
- Co nie ładnie? - odburknęła Liri.
- Przeklinać - Nina wypuściła dym nozdrzami i ponownie uniosła papierosa do ust.
- Ty też nie ładnie robisz - warknęła dziewczyna.
- A co ja robię nie ładnie? - Ciemnowłosa ściągnęła brwi,
- Palisz - rzuciła Liriope.
- Meduzy są odporne na nikotynę, alkohol i wszystkie narkotyki - roześmiała się Nina.
- Możesz dać mi spokój z tymi swoimi bajeczkami?! Naprawdę nie mam na to nastroju! - Krzyknęła poirytowana Liri.
- Dobrze wiesz, że to nie są bajeczki - powiedziała ze stoickim spokojem Nina i zaciągnęła się papierosem.
Liriope milczała, obserwowała kobietę z wózkiem po drugiej stronie ulicy, wyglądała na tak szczęśliwą. Niektórzy ludzie sprawiają wrażenie, jakby nie mieli żadnych problemów.
- Słuchaj, nie idziesz dziś do szkoły - zaczęła Nina, która także przyglądała się młodej mamie - zabieram cię... na przejażdżkę. Chcę ci coś pokazać, spodoba ci się.
- Nigdzie z tobą nie jadę - odparła Liri, która nie miała za grosz zaufania do tej kobiety o rosyjsko brzmiącym imieniu.
- Uwierz mi, że jedziesz - powiedziała potencjalna Rosjanka.
- Już ci mówiłam, że... - zaczęła Liriope.
- Myślałam, że chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o swojej matce - rzuciła Nina, podnosząc się z miejsca - ale skoro tak...
- Czekaj! Gdzie bym miała z tobą jechać? - Spytała dziewczyna.
- Wiedziałam - na twarzy Niny pojawił się uśmiech satysfakcji.
Chwilę później obie kobiety pędziły ulicami Londynu, siedząc w starym modelu porsche, który należał do Niny. Liriope nie była w nastroju do rozmowy, więc się nie odzywała, ale jej towarzyszka także nic nie mówiła. Po przebrnięciu przez liczne korki, dwukrotnym przejechaniu na czerwonym świetle, (bo Meduzy są nieśmiertelne) i pięciokrotnym zajechaniu drogi "zwykłym śmiertelnikom", na których Nina bezustannie narzekała, czerwone porsche skręciło w wąską, boczną uliczkę. Liri nie potrafiła określić, w której części Londynu się znajduje, a nazwy ulic nie wiele jej mówiły. Auto zostało zaparkowane i obie kobiety wysiadły na zewnątrz.
Liriope stała przed czymś, co wyglądało z zewnątrz jak opuszczony klub nocny. Betonowe schody prowadziły w dół, musiało być ich całkiem sporo, bo kiedy Liri spojrzała w dół, nie dostrzegła żadnych drzwi, a jedynie stopnie znikające w ciemności. Nad schodami wisiał szyld, na tle granatowego, rozgwieżdżonego nieba widniały błękitne litery: PRZESTWORZA NOCY. Meduzy, Harpie i Lamie.
- Meduzy, Harpie i Lamie? - Powiedziała na głos Liriope.
- Sama zobaczysz. Chodź - Nina pociągnęła ją schodami w dół, w ręce trzymała coś niebieskiego, co oświetlało im drogę.
Po pokonaniu ogromnej iloci stopni w końcu doszły do betonowego korytarza, który dwa razy zakręcał ostro w lewo, a potem raz w prawo i ostatecznie stanęły przed metalowymi drzwiami, na których ktoś wypisał niebieską, fosforyzującą farbą: WSTĘP WZBRONIONY DLA NOCNYCH ŁOWCÓW.
Nina podeszła do drzwi i położyła swoją dłoń na małym ekranie. Komputer wykonał skan dłoni kobiety i automatyczny głos oznajmił: NINA SLEPKOVSKY. Drzwi się otworzyły i kobieta przeszła przez nie, a Liri ruszyła za nią, ale ktoś zamknął jej przejście przed nosem. Nie bardzo wiedząc, co zrobić dziewczyna także położyła rękę na ekranie i po wykonanym skanie ten sam głos powiedział: WITAJ PO RAZ PIERWSZY, LIRIOPE FILORAI. CZEKALIŚMY, CÓRKO ELIZY. Drzwi rozwarły się na całą szerokość, a córka Elizy przekroczyła ich próg.
Notatka od autorki: Przepraszam, że tak długo nie dodawałam kolejnego rozdziału, ale sami rozumiecie - święta A właśnie! WESOŁYCH ŚWIĄT! ;) Miłej lektury!
By Skull.
heh fajne, szkoda tylko, że takie krótkie...
OdpowiedzUsuńWybaczcie, ale ostatnio mam mało czasu :(
OdpowiedzUsuńWreszcie skomentuje twojego bloga :D Tak,więc historia bardzo ciekawa,podoba mi się wprowadzenie mitologi w opowiadanie. Jak wszystkich,chyba denerwuje mnie Ben,jak tak można,mam ochotę się do niego przejść z patelnią! Bardzo ciekawi mnie Nina, jej przeszłość i powiązanie z matką Liri. I ogólnie chcę wiedzieć więcej o Meduzach!
OdpowiedzUsuńI to ostatnie zdanie,no po prostu padłam - jak można kończyć w takim momencie?
Czekam na kolejny rozdział i zapraszam do siebie:
http://nowe-oblicze-lowcy.blogspot.com
Dzisiaj postaram się dodać nowy rozdział ;) hahaha kończenie w takim miejscu buduje napięcie! :D W następnej części rozdziału wyjaśni się sporo faktów o meduzach :)
UsuńZajrzę też dzisiaj na Twojego bloga :)
Fantastyczne opowiadanie. Kiedy dalsze części? Liczę, że niedługo, bo już nie mogę się doczekać. Mi również podoba się do powiązanie z mitologią w opowiadaniu.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dziękuję :) Dzisiaj postaram się dodać kolejną część :D
UsuńBardzo się ciesze!!! ;)
Usuń