Liri westchnęła i złapała za klamkę. Kiedy przekroczyła
próg, dzwonek, który wisiał nad drzwiami obwieścił jej przybycie. Dziewczyna
doznała szoku, kiedy zobaczyła, że bar jest pełen ludzi, ale jej uwagę przykuł
także wystrój. Wnętrze baru było wyjątkowo
obskurne. Podłogę wyłożono białymi i czerwonymi płytkami w motyw szachownicy.
Ściany pokryto bordową tapetą, która odklejała się przy suficie i podłodze.
Zamiast zwykłych stolików było tu osiem boksów z czerwonymi kanapami. Na
ścianach wisiały plakaty z nazwami lokalnych zespołów, podobiznami sławnych
ludzi, planami metra, ale także z wizerunkami gwiazd porno. Widoczność była bardzo
ograniczona, ponieważ w powietrzu unosił się gęsty dym. Prawie każdy z obecnych trzymał w ręce zapalonego papierosa.
A była to zbieranina ludzi wyjątkowo dziwnych. Na prawo od
drzwi, przy automacie do gry stał staruszek, siwiuteńki i wychudzony, ubrany
był w skórzane spodnie i kurtkę, nieprzerwanie przeklinał i kopał w maszynę,
kiedy nie udawało mu się wygrać. W pierwszym boksie na prawo siedziały cztery
kobiety. Każda z nich miała inny kolor włosów: jedna z limonkowym, druga z
turkusowym, trzecia z fioletowym i czwarta z pomarańczowym. Przy barze łysa
kobieta w kwiecistej sukni kłóciła się z kelnerką. Oprócz tego byli tam też
trzej motocykliści, babcia z mnóstwem kolczyków, łysy mężczyzna w wysokich
butach, kobieta w samym stroju kąpielowym i cała masa innych dziwaków.
Liriope nie była pewna, co zrobić, zastanawiała się, czy na
pewno dobrze trafiła, ale ulica i numer się zgadzały, była tego pewna. Z pewnym
wahaniem ruszyła w stronę wolnego boksu, obawiając się reakcji obecnych tu
ludzi, ale nikt nie zwracał na nią uwagi, więc usiadła na kanapie i wsunęła się
jak najdalej w głąb boksu. Po chwili podeszła do niej kelnerka z mnóstwem
tatuaży i żółtymi włosami, na których miała czarne pasemka. Kobieta zostawiła
na stole popielniczkę i menu, a potem odeszła. Liri pomyślała, że dziewczyna
przypomina jej Pikachu ze względu na tą fryzurę i mocno pomalowane różem
policzki.
Liri rozejrzała się po sali i zaczęła się zastanawiać, która
z tych kobiet jest Niną. Miała nadzieję, że nie jest to babcia z kolczykami lub blondynka w stroju kąpielowym, obie nie wyglądały przyjaźnie. Dziewczyna
zajrzała do karty, spodziewała się, że znajdzie tam takie pozycje jak pieczone
świnki morskie, zupa z karaluchów i surowe wiewiórki w sosie karmelowo –
śledziowym. Ale okazało się, że w barze podawano głównie hamburgery i pizzę. Po
krótkim namyśle stwierdziła, że bezpiecznie będzie zamówić Colę.
Liriope sączyła napój przez słomkę i gapiła się przez okno.
Właśnie zaczął padać deszcz i nad miastem zebrały się ciemne chmury. Dziewczyna
zaczynała się już niecierpliwić, od dwudziestu minut siedziała sama w barze
pełnym czubków. W chwili, kiedy zamierzała poprosić o rachunek, a potem wyjść,
do jej stolika podeszła kobieta.
Przybyła miała proste, ciemne włosy, które zebrała w kitkę. Jej
rysy twarzy były wyjątkowo piękne, usta pełne, pomalowane różaną szminką.
Kobieta była wysoka i szczupła. Miała na sobie czarne oficerki, jeansy, szary
sweterek i ociekający wodą płaszcz przeciwdeszczowy.
- Nina Slepkovsky – powiedziała uśmiechnięta kobieta,
podając Liri dłoń z pomalowanymi na czerwono paznokciami – przepraszam za
spóźnienie.
- Liriope Filorai – siedząca przy stoliku uścisnęła
wyciągniętą rękę.
Nina zdjęła płaszcz i usiadła naprzeciwko Liri, składając
dłonie na stoliku i patrząc dziewczynie w oczy.
- To ja zostawiłam list w twojej skrzynce – zaczęła
ciemnowłosa – zdaję sobie sprawę z tego, że masz do mnie mnóstwo pytań. I wiem,
że ta sytuacja jest bardzo… dziwna. Ale pozwól mi wszystko wyjaśnić.
- Zamieniam się w słuch – odparła Liri, patrząc w ciemne
oczy kobiety.
- Dobrze. Nazywam się Nina Slepkovsky i mam 534 lata.
Odziedziczyłam po mojej matce identyczny pierścionek jak ty – Kobieta uniosła
lewą dłoń, na której rzeczywiście nosiła identyczną biżuterię – a oprócz tego
odziedziczyłam po niej dar. Jestem Meduzą. I ty też jesteś.
Liri wytrzeszczyła oczy. Co za stek bzdur? 534 lata? Meduza?
Jak można być meduzą?
- Twierdzisz, że jestem galaretką z mackami, którymi mogę
parzyć ludzi. Serio? I że masz 534 lata? – Liriope spojrzała na Ninę kpiąco –
wiesz, to się leczy. Psycholog i te sprawy.
Nina wybuchła śmiechem.
- Galaretka z mackami! – Wykrzyknęła kobieta – nie o taką
meduzę tu chodzi! Znasz, chociaż trochę mitologię? Meduza to jedna z córek
Forkosa, kobieta z wężami na głowie.
- No tak… I twierdzisz, że my obie nią jesteśmy? - Liri przewróciła oczami.
- Nie zupełnie nią. Jesteśmy jej potomkami – Nina miała śmiertelnie
poważną minę – jesteśmy zmiennokształtne. Potrafimy zamieniać się w Meduzy,
które są bardzo szybkie i zwinne, wzrokiem zamieniają żywe istoty w kamień i
mają skrzydła, więc potrafią latać.
- Dość tych bzdur! Może i znałaś moją matkę, ale musiałaś od
tego czasu oszaleć albo też moja mama dziwnie sobie dobierała znajomych –
powiedziała, Liri, podnosząc się z miejsca.
- Zaczekaj! Mówię prawdę! – Krzyknęła Nina.
Ale Liriope zostawiła pieniądze za Colę na stoliku i już
szła w kierunku drzwi, i wcale nie miała zamiaru zaczekać. Dziewczyna wyszła z
baru. Powitał ją zacinający w twarz deszcz i silny wiatr. Ruszyła przed siebie,
chcąc jak najszybciej znaleźć się w ciepłym łóżku z kubkiem herbaty. Jednak
ledwo zrobiła kilka kroków, a usłyszała, że ktoś ją woła. Z pewnością Nina. Liri
odwróciła się na pięcie i chciała powiedzieć, żeby kobieta dała jej spokój, ale
głos uwiązł jej w gardle…
Na parkingu stała, a raczej stało… Coś. Na głowie zamiast
włosów miało wijące się, czarne węże. Oczy były żółte z pionowymi źrenicami, całe ciało pokryte było
skórą gada w kolorze identycznym jak żywe „włosy”. Twarz była spłaszczona, w
miejscu nosa widniały dwie pionowe szparki. Uśmiech odsłaniał drobne i
przeraźliwie ostre ząbki. W miejscu paznokci były ostre i długie szpony. Zza pleców wystawały czarne, błoniaste skrzydła. Stworzenie miało na sobie ubrania i buty Niny.
Liriope stała jak zaklęta. Była w takim szoku, że nie mogła
się ruszyć. Dopiero, kiedy istota zrobiła krok w jej stronę, dziewczyna
otrząsnęła się. Odwróciła się i pobiegła przed siebie najszybciej jak tylko
potrafiła.
Biegła aż do samego przystanku, gdzie wskoczyła do tramwaju,
nie sprawdzając, jaki ma numer. Tam usiadła na plastikowym krzesełku. Była
przemoczona do suchej nitki, włosy przykleiły jej się do twarzy, nogi drżały,
serce waliło jak oszalałe, a płuca odmawiały posłuszeństwa. To nie mogła być
prawda. To musiał być sen. To nie mogło się wydarzyć naprawdę. Zaraz się obudzi
i wszystko będzie dobrze. Ale tramwaj jechał dalej, a Liri wcale się nie
obudziła. Nie obudziła się też, kiedy przesiadała się do autobusu i kiedy szła
do domu, i kiedy, zignorowawszy pretensje Marlene, że wnosi błoto do domu i
jest cała mokra, szła do pokoju.
Notatka od Autorki: Wiem, trochę krótkie. Ale za to dużo się dzieje! Mam nadzieję, że spodoba wam się nawiązanie do mitologii. Piszcie, co o tym sądzicie : ) W zakładce "Postacie" pojawiła się już Nina : D Sprawdźcie jak wygląda! : )
Skull.
fajny rodział.. ^^
OdpowiedzUsuńdziękuję :)
Usuńfajne =] kiedy będzie następny rozdział?? Już nie mogę się doczekać :)
OdpowiedzUsuńPrawdopodobnie jutro :)
Usuń